Gospodarka Morska Portal branżowy

Wiadomości Ile jest morza w gospodarce?

opublikowano: 13.03.2018
autor: Marek Błuś

Udostępnij:

Facebook Twitter Google Email
powrót do listy

Usłyszałem niedawno takie pytanie uzupełnione, oczywiście, o przymiotnik – polskiej. Ociągałem się z odpowiedzią, chociaż wydawałoby się, że wystarczy sięgnąć po najnowszy „Rocznik statystyczny gospodarki morskiej” GUS-u (RSGM) i znaleźć odpowiednią tabelę. Problem w tym, że w statystyce taki byt jak „gospodarka morska” nie istnieje, bo nie ma jej w oficjalnym podziale gospodarki na działy, grupy i klasy, który to podział ma moc rozporządzenia Rady Ministrów. Można więc powiedzieć, że GUS robi nam grzeczność tym rocznikiem, i jak to bywa przy nieformalnych prezentach, wkłada weń nieco nieskrępowanej twórczości. Żeby ją ocenić, trzeba zajrzeć do innych publikacji.

Najnowsze wydanie RSGM nosi datę 2017, ale podsumowuje rok 2016. Wykazane w nim przychody gospodarki morskiej wyniosły 43,3 miliarda złotych, co stanowiło 1,3% przychodów całej gospodarki narodowej. Dla porównania, przemysł samochodowy był zarobił 139 mld zł a górnictwo 48 mld. GUS uznał za podstawowe filary morskiej ekonomiki ryby (15,2 mld zł), stocznie (10,7 mld zł), porty (7,8 mld), agencje transportowe (4,2 mln) i żeglugę (1,3 mld). Pierwsza pozycja budzi najwięcej wątpliwości, ponieważ mamy tu przetwórstwo owoców morza (12,3 mld zł), handel nimi (2,8 mld) i rybołówstwo (zaledwie 0,12 mld). Z porównania liczb pierwszej i trzeciej wynika, że przerób i handel opierają się na importowanym surowcu. A jeśli porównamy kwotę 12,3 mld z podobną pozycją w „Roczniku statystycznym przemysłu 2017” (RSP, str. 539), to okazuje się, że znajdziemy tam tylko 9,5 mld zł. Brakujące dwa miliardy tworzą – upraszczając – sałatki jarzynowe, bo dla tabel w RSGM liczono całą produkcję zakładów według przypisania ich do branży a nie według asortymentu. W tym przypadku nie będziemy jednak spierać się o dane, ponieważ przede wszystkim należy odpowiedzieć na pytanie, czy rafinerie, które przetwarzają ropę wydobytą przez górnictwo morskie i ich stacje benzynowe są częścią gospodarki morskiej? A czy budownictwo, które korzysta z kruszywa wydobywanego z morza, zaliczymy do gospodarki morskiej, czy raczej nie? Wydaje się więc, że jednak istnieje wyraźna granica między gospodarkami „morską” i „lądową” przebiegająca, między innymi, przez rampy, przy których w portach ładuje się samochody ciężarowe albo przez portowe pompownie na rurociągach przesyłowych.

Kategoria „produkcja i naprawa statków i łodzi” (10,7 mld) zawiera także „lądową” domieszkę, ale trudno ustalić jej wielkość. Według RSP „produkcja statków i łodzi” (w co GUS wlicza także kadłuby, bloki i inne „klocki” do montażu) przyniosła 3,5 mld zł, natomiast remonty – tę liczbę znajdujemy w RSGM – 1,0 mld zł. W różnicy między 10,7 i 4,5 mld zł są więc stalowe konstrukcje dla górnictwa morskiego i morskiej energetyki wiatrowej, wyposażenie statków, usługi morskich biur konstrukcyjnych, ale też mosty, urządzenia dla energetyki lądowej i przemysłu chemicznego.

Inne pytania rodzi główna pozycja portowa „przeładunek, przechowywanie i magazynowanie towarów w portach morskich” ponieważ z roku na rok przychody wzrosły tu trzykrotnie – z 2,4 mld w 2015 do 7,2 mld zł w 2016. Takiego cudu w tej branży nie było, więc albo przez wiele lat w obliczeniach czaił się błąd, albo teraz mamy do czynienia z kreacją.

Niezależnie od rozstrzygnięcia, czy liczyć asortymentowo, czy tak zwaną metodą przedsiębiorstw, którą GUS wybrał do RSGM, to gospodarka prawdziwie morska zarobiła w 2016 roku mniej niż 30 miliardów złotych a jej udział w narodowej całości wyniósł mniej niż jeden procent.


Marek Błuś


powrót do listy
Pełna wersja strony